Pierwsze skojarzenie z osobami związanymi ze sportami sztuk walki? Zawodnicy, trenerzy, cutmani, w dalszej kolejności promotorzy, managrowie, hostessy, dietetycy, trenerzy odpowiadający za przygotowanie fizyczne.... Czy znamy jednak ludzi odpowiadających za produkcję osprzętu? O sekretach produkcji ochraniaczy na zęby  i nie tylko w wywiadzie opowie Damian Mucha - właściciel marki Gladiato Mouthguard.


- Czym zajmujesz się na co dzień?


DM: Jestem technikiem dentystycznym i prowadzę laboratorium protetyczne - ogólnie mówiąc zajmuję się zębami, ale tymi sztucznymi.


- Skąd w takim razie pomysł, aby zająć się produkcją ochraniaczy na zęby?
DM
: Zauważyliśmy pewną niszę w ringu... w rynku oczywiście (śmiech). Dostęp do takich profesjonalnych ochraniaczy był w Polsce bardzo ograniczony. Zawodnicy mogli zamówić sobie indywidualne „szczęki” u niektórych stomatologów, ale nie mieli żadnego wpływu na wygląd tego ochraniacza. Stomatolog był tylko pośrednikiem, bo wykonanie i tak zlecał laboratoriom protetycznym. Ceny dla niektórych były zaporowe – najwyższa z jaką się spotkaliśmy 1200 złotych! Wpadliśmy więc na pomysł stworzenia własnej marki indywidualnych ochraniaczy i wykonywania ich bezpośrednio dla zawodników. Znajomi z branży początkowo śmiali się, że chroniąc zęby sam sobie odbieram robotę (śmiech). Zdecydowaliśmy się jednak iść pod prąd i to była trafna decyzja.     


- Od jak dawna się tym zajmujesz?


DM: Pierwsze ochraniacze powstały przed końcem 2010 roku, a pod marką Gladiato Mouthguard wykonujemy je od 2012 roku. Początkowo wyciski pobieraliśmy tylko w naszym gabinecie w Krakowie. Obecnie współpracujemy w wieloma klubami w całej Polsce i za granicą.


- Czy takie ochraniacze znajdują zastosowanie w innych dyscyplinach sportowych?
DM
: Oczywiście we wszystkich sportach kontaktowych i nie tylko. Do każdego sportu przeznaczony jest inny typ ochraniacza różniący się grubością i rodzajem wzmocnienia w odcinku przednim. Specjalizujemy się wykonywaniu ochraniaczy do sportów walki, które również mogą się różnić się między sobą – inne są do sportów uderzanych, inne do chwytanych.


- Czy mógłbyś wyjaśnić na czym polegają różnica między indywidualnymi ochraniaczami a uniwersalnymi, które można kupić w sklepie?


DM: Przede wszystkim zapewniają doskonałą ochronę nie tylko dla zębów, ale również dziąseł i policzków. Zapobiegają złamaniom szczęki i żuchwy, a nawet zmniejszają ryzyko wstrząśnienia mózgu. Poza tym są bardzo wygodne w użytkowaniu, a dzięki idealnemu dopasowaniu są prawie nieodczuwalne – nie wypadają, nie utrudniają oddychania, przełykania śliny, a nawet można w nich swobodnie mówić.


- Mógłbyś przybliżyć jak wygląda od początku do końca proces uzyskania takiego ochraniacza i ile czasu to zajmuje?


DM: W pierwszej kolejności musimy pobrać wyciski od danego zawodnika oraz ustalić zwarcie. Z wycisków są odlewane modele i na górnym modelu pod wysokim ciśnieniem jest formowany ochraniacz. W międzyczasie jest tworzona grafika, zaprojektowana według wskazówek klienta. Znajduje się ona pomiędzy warstwami „szczęki” – dzięki temu jest bardzo trwała i nie zmyje się np. pod wpływem śliny. Następnie ochraniacz jest dopasowywany do zgryzu czyli do dolnego modelu. Wydaje się łatwe, ale jest to bardzo precyzyjna, ręczna praca. Ze względy na dużą ilość zamówień czas oczekiwania na gotową „szczękę” dochodzi do 10 dni, ale realizujemy również ekspresowe zamówienia nawet w ciągu jednego dnia.


- Czy zdarzały się jakieś nietypowe zamówienia?


- Wszystkie ochraniacze i znajdujące się na nich wzory są tworzone indywidualnie,  więc każda z nich jest niepowtarzalna, ale często zdarzają się zamówienia, które szczególnie wyróżniają się na tle innych. W pamięć szczególnie zapadł mi jeden projekt. Był tylko jeden wymóg – „szczęka” ma wyglądać jak arbuz - i myślę, że się nam to udało.  


- Mógłbyś pochwalić się jacy zawodnicy zamawiali u ciebie wykonanie ochraniacza?
DM
: Było ich naprawdę bardzo dużo i ciężko wszystkich wymienić. Z pięściarzy byli to między innymi: Artur Szpilka, Przemek Saleta, Mariusz Wach, Andrzej Wawrzyk czy Maciej Miszkiń. Wielu zawodników MMA: Tomasz Drwal, Łukasz „Juras” Jurkowski, Filip Wolański, Łukasz Chlewicki, Artur Sowiński, Akop Szostak, Tomasz Narkun, którzy walczą w KSW czy Janek Błachowicz i Bartek Fabiński walczący w UFC, Piotr Strus, Daniel Omielańczuk związani z federacją ACB czy Marcin Różalski, Tomek Sarara i wielu innych zawodników DSF. Poza znanymi zawodnikami często zgłaszają się do nas osoby ze świata mediów, którzy trenują sporty walki rekreacyjnie – wielu aktorów, piosenkarzy, dziennikarzy. Nie można też zapomnieć o tak zwanych „freakach” J robliśmy też szczęki dla Popka i Stracha. Oprócz czynnych zawodników naszych ochraniaczy używają trenerzy m.in. Robert Złotkowski i Piotr Jeleniewski.


- Z pewnością takie znane nazwiska to duża reklama sama w sobie.
DM
: Zdecydowanie. Dzięki takim klientom wzrasta zainteresowanie wśród osób trenujących sporty walki i sami chcą sprawdzić jak walczy się w profesjonalnych „szczękach”.


- Czy prywatnie interesujesz się sportami walki czy jest to zainteresowanie jedynie zawodowe?


DM: Kiedyś uprawiałem karate, później miałem długa przerwę, a teraz dzięki kontaktom zawodowym zainteresowanie powróciło. Razem z trenerem Piotrem Snopkowskich stworzyliśmy grupę Gentleman Boxing zrzeszającą ludzi z różnych branż, którą wspólną pasją jest boks i dzięki temu mam też okazję poznania szermierki na pięści J


- Czy znajdujesz czas, aby oglądać z bliska walki zawodników, którym wykonujesz ochraniacze?


DM: Jeśli tylko mamy taką możliwość, staramy się być na walkach naszych klientów. Sponsorujemy również niektóre gale i zawodników, poza tym moja żona sędziuje MMA więc zaliczamy dużo takich imprez. Zawsze kibicuje „swoim” zawodnikom, ale często zdarzają się sytuacje kiedy obaj przeciwnicy walczą w ochraniaczach Gladiato. Kiedyś była nawet sytuacja, że mający ze sobą walczyć zawodnicy po raz pierwszy spotkali się w naszym gabinecie na wyciskach.


- Czy wśród klientów zdarzają się również amatorzy, którzy trenują rekreacyjnie? Nie ma co ukrywać, że koszt wykonania dopasowanego ochraniacza jest dość wysoki…


DM: Zdecydowaną większość klientów stanowią zawodowcy, ale coraz częściej pojawiają się amatorzy, osoby ćwiczące tylko rekreacyjnie, a nawet rodzice ze swoimi dziećmi, które używają ochraniaczy jeżdżąc na nartach czy deskorolce. Ludzie są bardziej świadomi tego jaką ochronę zapewnia indywidualny ochraniacz i że lepiej wydać kilkaset złotych na nową „szczękę” niż kilka lub kilkanaście tysięcy złotych na nowe zęby. Biorąc pod uwagę żywotność profesjonalnego ochraniacza – rekordziści używają ich nawet 4-5 lat cena 300 złotych w takim wypadku wydaje się więc jak najbardziej przystępna.  


- Czy prowadzisz jakieś zestawienie ochraniaczy które wykonałeś? Ile sztuk wyszło do tej pory sygnowanych logo Gladiato Mouthguard?


DM: Z każdym rokiem robimy coraz więcej ochraniaczy i już trzeba to liczyć w tysiącach sztuk. W najbardziej „ruchliwych” okresach robimy 20-30 sztuk tygodniowo.


 


Rozmawiał: Dawid Barcikowski